TERAŹNIEJSZOŚĆ BEZ PRZEKŁAMAŃ

Być może Majdan Niepodległości stanie się w myśleniu Ukraińców przełomem historycznym, ale na razie w fachowych ocenach politologów Pomarańczowa Rewolucja kojarzona jest przede wszystkim z technologiami politycznymi ścierających się ugrupowań. Analizuje się, jakie były najskuteczniejsze środki wywierania wpływu.Rozmiar: 191795 bajtów

PSYCHOLOGIA STOSOWANA
CZYLI PROMOCYJNA KUCHNIA

„POMARAŃCZOWYCH”

Działalność propagandowa, zwana obecnie coraz częściej działalnością promocyjną (ponieważ propaganda kojarzy się z ustrojami totalitarnymi), realizowana była przez obóz „pomarańczowych” w sposób bardzo fachowy.

Umiejętnie uruchamiano sugestywne przekazy treści promocyjnych, mających na celu wywarcie zamierzonego wpływu na psychikę pojedynczego człowieka lub grupy społecznej.

W przekazach promocyjnych zastosowano specyficzny dobór słów, które stały się nosicielem zamierzonego ładunku emocjonalnego, bo zabarwienie emocjonalne jest warunkiem koniecznym, aby zaistniało skuteczne oddziaływanie na elektorat. Dzieje się tak, ponieważ ludzie kierują się zarówno myślami, jak i uczuciami. Przedstawianie samych tylko (choćby nawet najsłuszniejszych) argumentów nie jest w stanie ożywić pragnień i motywów. A bez tego nie zaistnieje wola działania i realna aktywność.
Silnym środkiem oddziaływania były w 2004 roku na Majdanie Niepodległości powtarzane i nagłaśniane slogany o charakterze propagandowym. Atrakcyjne i jednocześnie skuteczne środki wyrazu, wśród których ważne miejsce zajmowały wykorzystane na Majdanie odpowiednio wyselekcjonowane elementy wizualne, struktury językowe, znaki i symbole, nawiązywały do kultury karnawałowej. W tym celu wykorzystany został ciepły i intensywny pomarańcz. Ta barwa, kojarzona z aktywnością, komunikatywnością, żywotnością, tendencjami rywalizacyjnymi i agresywnością, stała się bodźcem do działania. Była również symbolem jednoczenia i łączenia ludzi. Pomarańcz, identyfikowany z kolorem młodości, ambicji i postępu został wykorzystany jako kolor słońca – ukrywając pierwiastek dominacji wnosił pozytywne aspekty władzy.

Ponieważ Janukowycz posługiwał się bielą i błękitem, w wypowiedziach i komentarzach barwy te nietrudno było połączyć z chłodem, marazmem, stagnacją i konserwatyzmem oraz oficjalną sztywnością. Odbiór tego przekazu dodatkowo
wzmacniał przyciężki typ budowy tego przywódcy. Częściowa fetyszyzacja koloru pomarańczowego nie budziła sprzeciwu, ponieważ w odbiorze emocjonalnym była to barwa ożywcza, pozytywna.
Aby na poziomie nieświadomości zbiorowej pomarańcz stał się kolorem zwycięstwa, wykorzystane zostały wszelkie sposoby jego promowania. Pomarańczowe wstążeczki noszone były na orderowych częściach klap marynarek – wpinano je wszystkim, którzy przeciw temu nie protestowali. Rozdawano na prawo i lewo pomarańczowe szaliki i chusty, uruchamiając przy okazji znany mechanizm zaangażowania i lojalności, bo człowiek, który przyjął taki element i uczynił go częścią swojego wizerunku, odczuwa potrzebę racjonalnego uzasadnienia tego aktu.

I choć w wielu przypadkach przyjęcie pomarańczowego elementu nie miało charakteru świadomego wyboru, ludzie noszący tę barwę niejako „automatycznie” stawali się stronnikami „pomarańczowych”.

Badania opinii publicznej wykazały, że Ukraińcy w swych wyborach w mniejszym stopniu kierowali się programami kandydatów i ich deklaracjami politycznymi, a bardziej wrażeniem i emocjami, jakie sprawiał charakter i osobowość Wiktora Juszczenki.

Z tego względu był on najczęściej pokazywany w otoczeniu rodziny (archetyp ojca w połączeniu z kolorem słońca jako symbolu władzy). Podczas spotkań wyborczych Juszczenko odgrywał rolę człowieka prostolinijnego, bezpośredniego i szczerego. Media prezentowały go jako kogoś, kto nie kradnie – co w kręgach ówczesnej władzy było czymś niezwykłym- a na dodatek wywiązuje się ze złożonych obietnic, dotrzymuje słowa. Kreowano go na osobę uczciwą, zdolną i wiarygodną, a przede wszystkim na polityka, który jako jedyny jest w stanie spełnić pokładane w nim nadzieje.
Potężnym czynnikiem oddziaływania Juszczenki była jego aureola męczennika. Szeroko rozpowszechniane informacje o zatruwaniu go dioksynami okazały się wodą na młyn „pomarańczowej” promocji. Fakt, że „ten niezwykły człowiek” cierpiał za słabych i pokrzywdzonych, wynosił go ponad zwykłych polityków do godności naturalnego przywódcy, choć do pełnego sukcesu promocyjnego wyraźnie brakowało mu najistotniejszego wyróżnika wielkiego przywódcy – charyzmatycznej osobowości. Juszczenko nie potrafił swymi przemówieniami porywać tłumów. Jego słowa nie chwytały za serce. Właśnie dlatego do kampanii promocyjnej włączono osobę niezwykle wyrazistą i charyzmatyczną – Julię Tymoszenko. Racjonalna i zarazem przepełniona emocjami argumentacja, której używała ona w swych przemówieniach, z łatwością trafiała do umysłów i serc słuchaczy. Ton jej wypowiedzi oraz obrazowe i jednocześnie sugestywne przykłady pobudzały do czynu i powodowały, że wrażenie związane z treścią przemówienia na dłużej zostawało w umysłach odbiorców.

UKRAIŃSKIE WAHADŁO – Z RZĄDU
DO OPOZYCJI, A POTEM
Z OPOZYCJI DO RZĄDU

Jak wyżej wspomniano, na Ukrainie sądzi się potocznie, że jedyną sprawnością, jaką nabyły elity polityczne po Pomarańczowej Rewolucji, jest umiejętność zamieniania się miejscami na kluczowych pozycjach życia politycznego.
Wiktor Juszczenko był kiedyś premierem Ukrainy, a Julia Tymoszenko (w tym samym czasie) wicepremierem. Rząd w takim kształcie upadł w roku 2001 po przegłosowaniu w parlamencie votum nieufności.
Tymoszenko została wtedy aresztowana pod zarzutem miliardowych malwersacji i udziału w przemycie rosyjskiego gazu. „Wieść gminna” niesie, że procederem tym zajmowała się podobno wspólnie z Leonidem Kuczmą – ówczesnym prezydentem. Juszczenko i Tymoszenko znaleźli się w opozycji. Działając na własną rękę, każde z nich utworzyło własną partię opozycyjną, ale w nadchodzących wyborach żadna z tych partii nie weszła do parlamentu. Premierem został wtedy Wiktor Janukowycz.
Gdy zbliżały się wybory prezydenckie, zakończone Majdanem, liderzy dwóch mało znaczących partii opozycyjnych dostrzegli dla siebie szansę ponownego znalezienia się u władzy. Partie połączyły się, a Tymoszenko zrzekła się kandydowania na fotel prezydencki, oddając swój elektorat Juszczence. Z umowy między nią a Juszczenką wynikało, że w razie zwycięstwa Tymoszenko zostanie premierem.
Opisywane tu zmagania i roszady jako żywo przypominają nam zmiany polityczne w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Z biegiem czasu nabrały one takiego tempa, że przeciętny Polak coraz bardziej traci orientację w tym, kto właściwie jest bohaterem, a kto wrogiem publicznym.
Inną analogią jest rola odpornego na wszelkie zawirowania polityczne prozachodniego (i chronionego przez Zachód) Balcerowicza oraz podobnie lansowanego przez Zachód Juszczenki. Dodajmy, że Juszczenko, zanim został premierem, był prezesem Banku Centralnego Ukrainy. Kolejną analogię może nasunąć korupcja polskich środowisk politycznych i to, co ujawniają materiały sejmowych komisji śledczych, które pozwalają dobrze poczuć wyżej opisany „syndrom Majdanu”…
W roku 2004 ruszyła kolejna kampania prezydencka i… wszystkie chwyty okazały się dozwolone (i to po obu stronach). W telewizji państwowej dominowała agitacja za Janukowyczem, czemu właściwie trudno się dziwić, bo urzędujący premier miał łatwiejszy dostęp do publicznych mediów. Wszystkie komercyjne stacje TV dla odmiany stanęły murem za Juszczenką. W prasie komentarze były podzielone – Zachód był za Juszczenką, Wschód za Janukowyczem. Charakterystyczne było (i niestety pozostaje) to, że wszystkie media sprawiały wrażenie, jakby nie wiedziały, co to znaczy „pięknie się różnić”. Każda ze stron odsądzała przeciwnika od czci i wiary, a jego program przedstawiała jako kupczenie interesem państwa i narodu z zamiarem sprzedania Ukrainy Zachodowi albo Rosji (zależnie od opcji).

Tymczasem żaden z kandydatów nie miał sensownego programu politycznego, a większość haseł była tzw. „kiełbasą wyborczą”. Gdy Janukowycz wprowadzał w życie część wyborczych obietnic (np. podniesienia rent i emerytur), opozycja krzyczała o zagrożeniu budżetu, co nie przeszkodziło Juszczence – już jako prezydentowi – w podpisywaniu dekretów, które gwarantowały podniesienie stopy życiowej ludności.
Z perspektywy niezbyt długiego minionego czasu zasługą Juszczenki było uwolnienie ukraińskich mediów oraz to, że znacznie poszerzył się poziom wolności osobistych, natomiast wyborcze działania Juszczenki wciąż pozostają przedmiotem narodowej dyskusji. Tak czy inaczej, prawie wszyscy podzielają przekonanie, że wyprowadził ludność na Majdan w celu zabezpieczenia się przed ewentualną przegraną jeszcze przed ogłoszeniem oficjalnych wyników. Akcja była doskonale zorganizowana – skupiła tysiące demonstrantów z całego kraju.

TAJEMNICE BEZSTRONNOŚCI
„WOLNYCH” MEDIÓW

Ciekawe było spojrzenie mediów Zachodu na wydarzenia wokół Majdanu. Demonstrowały obie strony – również „niebiescy” – ale ich aktywność nie istniała w mediach całej „oświeconej” Europy. Prezentowano ich (górników z Doniecka czy chłopów ze wsi) jako siły ciemnogrodu zwożone na siłę (a może nawet pod przymusem) autokarami. Pokazywani w mediach „niebiescy” byli dążącymi do konfrontacji siłowej ponurymi sługusami władzy, natomiast demonstrujący „pomarańczowi” w stu procentach bezinteresownymi patriotami, działającymi spontaniczne i z entuzjazmem w imię dobrej sprawy!

Mimo bardzo licznych omówień sytuacji ukraińskiej nikt w polskich mediach nie pisnął nawet słówkiem o nader bliskich kontaktach Juszczenki z USA jak też o tym, że jako mąż Amerykanki i ojciec dzieci będących obywatelami USA w szczególnie trudnej sytuacji może on zostać obywatelem USA. Czy dopuszczalne są w tym miejscu kolejne analogie z pogromcą Afgańczyków i „międzynarodowym patriotą” ministrem Radkiem Sikorskim?

Ukraińska rewolucja oglądana na ekranach telewizorów sprawiała wrażenie całkowicie spontanicznej – i o to chodziło, bo propaganda jest właśnie od tego, żeby „sprawiać wrażenie”.

Media „wolnego świata” były dziwnie ślepe na kanały finansowania „Pomarańczowej Rewolucji”, która była hojnie zasilana z Zachodu. Aktyw „pomarańczowych” otrzymał też 15 mln dolarów od urodzonego w Rosji multimiliardera Borysa Bieriezowskiego, który od lat robi interesy w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, a ostatnio działa jako poważny inwestor na ukraińskim rynku mediów. Można się spodziewać, że za parę lat te media będą w takim stopniu ukraińskie, w jakim już od lat polskie są „polskie”.
Kolejnym sponsorem zrywu na Majdanie był słynny spekulant na wielomiliardową skalę, urodzony na Węgrzech George Soros. Nadzwyczaj wścibscy dziennikarze tego również nie zdołali dostrzec i skomentować. Miejmy nadzieję, że ci „filantropi” i „ojcowie młodych demokracji” będą omijać Polskę jak najszerszym łukiem: gdyby to oni sponsorowali naszą demokrację, to nie ma mowy, aby ich antynarodowe spekulacje zostały zauważone przez asów naszego dziennikarstwa śledczego.
Środkiem nacisku, z którego chętnie korzystali „pomarańczowi”, było nagłaśnianie faktu, że demonstracje nie były rozpędzane przez policję. Podawali oni wszem i wobec, że w ten sposób Ukraina pokazuje światu swoje pierwsze kroki w stronę wolności. A dla Ukraińców wolność jest świętością najwyższą. Odpowiedzią było poparcie narodu udzielane w nadziei, że gdy wolność ta zaistnieje, szanowana będzie godność każdego człowieka. Majdan zdawał się być jedyną szansą na życie w kraju demokratycznym i praworządnym.

W opinii, którą prezentowała Europa, poparcie Putina dla kandydatury Janukowycza było skandalicznym i niedopuszczalnym ingerowaniem w wewnętrzne sprawy Ukrainy. Poparcie Unii Europejskiej dla Juszczenki nie było bulwersujące w najmniejszym stopniu. W poparcie dla „pomarańczowych” zaangażowały się nawet organizacje międzynarodowe, np. OBWE. Z samej tylko Polski wyjechały tysiące obserwatorów, których bezstronność miała tylko jeden kolor – pomarańczowy. Nikomu nie przeszkadzały pomarańczowe emblematy na ulicach i placach podczas ciszy wyborczej, a nawet w dniu wyborów w lokalach wyborczych.
Na Majdanie próbowano zamazać różnice kulturowe demonstrujących. Hymn „Razem jest nas wielu, nas nie pokonacie” miał wyrażać solidarność i determinację protestujących. Wszystko to miało wyglądać na wydarzenia spontaniczne, nieprzewidywalne, ale wnikliwy obserwator z łatwością mógł dostrzec, że ma to charakter zorganizowany; że każdy dzień jest dobrze zaplanowany, przemyślany marketingowo i przygotowany logistycznie (namioty, śpiwory, kuchnia, zachodnie media na usługach „pomarańczowych”). Pojawili się charyzmatyczni przywódcy z Europy, tacy jak Lech Wałęsa, Wacław Hawel, Javier Solana. Wszyscy oni popierali kandydatów „pomarańczowych”.

Nagłaśnianym w mediach dogmatem Pomarańczowej Rewolucji było oskarżenie o oszustwa wyborcze podczas liczenia głosów w komisjach. Zwolennicy Juszczenki składali skargi do sądów na przebieg wyborów, umacniając przekonanie, że dopuszczono się masowych nieprawidłowości.
Plotka o rzekomym wysłaniu z Moskwy służb specjalnych w celu interwencji na kijowskim Majdanie skonsolidowała opozycję, która wobec braku działań władzy była w stanie wymusić korzystne dla siebie decyzje. Skutkiem tego był wyrok Sądu Najwyższego, który uchylił decyzję komisji wyborczej i nakazał powtórzenie II tury wyborów. Podczas III tury wyborów kraj był już ogarnięty rewolucją, której wynik nie pozwalał wątpić, że zwycięzcą będzie Juszczenko.

PORAŻKA CZY ZWYCIĘSTWO DEMOKRACJI?

Według niezależnych obserwatorów ukraińskie wybory 2004 roku były w istocie porażką demokracji. Wobec oszustw strony rządowej niedemokratyczne działania rozstrzygające wydawały się mniejszym złem, które zostało zaaprobowane. Jakby nie dostrzegając tego, kraje UE oficjalnie i jednogłośnie uznały III turę wyborów za zwycięstwo demokracji. Pozory demokracji okrzyknięte zostały jej bezapelacyjnym zwycięstwem.
W tej sytuacji trudno oprzeć się wrażeniu, że opinia zależy od tego, kto liczy głosy i komu przynosi to korzyści”. Nie kto inny, ale towarzysz Stalin mawiał przecież: „nieważne jak głosują, ważne, kto i jak liczy!”

 

I co dalej po Majdanie? Miało być tak pięknie… A jest… „jak zawsze”. Po zdobyciu władzy prawie nikt nie traktował serio przedwyborczych obietnic. W parlamencie zaczęło dochodzić do ostrych konfliktów. Rząd Tymoszenko nie spełnił pokładanych w nim nadziei i nie wprowadził radykalnych reform, które poprawiłyby sytuację ekonomiczną obywateli. Pomarańczowi” politycy okazali się nie bardziej etyczni, niż ich oponenci. Wobec przedstawicieli nowej władzy już wkrótce pojawiły się poważne oskarżenia o korupcję. Ostry kryzys polityczny ponownie odebrał narodowi autorytety.
Gwoździem do trumny ekipy Juszczenki okazała się potwierdzona informacja o finansowaniu jego kampanii wyborczej przez Zachód, co jest na Ukrainie zabronione i surowo karane. W parlamencie pojawiły się głosy, że należy rozpocząć proces odsunięcia Juszczenki z zajmowanego stanowiska. Doszło do dymisji rządu, Julia Tymoszenko ponownie znalazła się w roli opozycjonistki. Juszczenko podał sobie rękę z Janukowyczem, usiedli do stołu obrad i rozmowy zakończyły się sukcesem – Wiktor Janukowycz ponownie został premierem. Juszczenko obiecał Janukowyczowi zaprzestanie ataków, przeprowadzenie wspólnej reformy politycznej i współpracę.
Dość nieco tylko wytężyć pamięć, aby stwierdzić, że u nas, w Polsce, już nie raz to przerabialiśmy. Zajadli przeciwnicy wchodzili w koalicje, razem tworzyli koalicje i gabinety albo przeciwnie – przechodzili do opozycji.
I tam, i tu nasuwa się to jedno, podstawowe pytanie: czy ktoś z nich myślał poważnie o narodzie i jego przyszłości? Czy niezdolność stawiania dobra powszechnego ponad interesem osobistym jest wyłącznie udziałem ukraińskich elit politycznych?

———————————————–

 Marek Łyp – filolog i psycholog. Wykładowca, szkoleniowiec, trener, konsultant. Specjalizuje się w popularyzacji metod poznania człowieka poprzez narzędzia badawcze współczesnej psychologii, a zwłaszcza testy projekcyjne.
Prowadzi badania i wykłady z zakresu inteligencji emocjonalnej oraz przeciwdziałania stresom, lękom i frustracjom. Pracuje na rzecz pokonywania barier psychologicznych przez niepełnosprawnych.
Studiuje zagadnienia psychologii PR.

Paweł Znyk – konsultant do spraw komunikacji i negocjacji. Od lat wykonuje analizy i ekspertyzy dla ośrodków naukowo-badawczych.

———————————————–

W opracowaniu wykorzystano fragmenty artykułów: A. Tkaczenko pt. „Rozbudowa Ukrainy po Pomarańczowej Rewolucji”, A. Dachnija pt. „Fenomen Pomarańczowej Rewolucji: wymiar historyczny i polityczno-psychologiczny” oraz Ł. Szula „Pomarańczowa Rewolucja na Ukrainie”.